11 września doprowadziło do najlepszej pracy w moim życiu

Prawa autorskie Oceania Cruises.

Dzień D w Ameryce.

Nigdy nie zapomnimy. Gdzie jesteśmy. Co robiliśmy Jak to było

JAK NA NAS MIAŁO

Pracowałem dla małej linii wycieczkowej. Linie orientacyjne. Mieliśmy dwa statki. Marco Polo i The Crown Odyssey.

Moja praca była w ekwipunku. I nie, nie wymagało to liczenia noży, widelców, bielizny i więcej.

Dotyczyło to pasażerów. Jak je przenosić. Kiedy udzielać bezpłatnych aktualizacji. Kiedy sprzedawać ulepszenia po cenie niższej niż faktyczny koszt. Przypisanie sprzedaży gwarancyjnej do rzeczywistych kabin.

Proces ten jest bardziej skomplikowany, niż się wydaje. Nadal znajdowałem się w fazie „uczenia się” pod okiem sprawnej, kompetentnej młodej kobiety.

11 września był wtorek.

Siedziałem przy biurku, wpatrując się w plan pokładu Marco Polo, gdy mój szef rzucił się tymi fatalnymi słowami:

„Uderzyli w Bliźniacze Wieże.

Mój świat wywrócił się do góry nogami.

Marco Polo był nad Bałtykiem. Na szczęście jej pasażerowie byli w Berlinie.

Crown Odyssey była w Rzymie. Dotarcie do domu zajęło jej niektórym pasażerom.

Mój mąż był w szpitalu i czekał na operację pomostowania pięciu serc.

Mój syn był w powietrzu, w drodze z Bostonu.

Moja ciężarna i szalona synowa przez telefon.

Wszyscy wiedzieliśmy dokładnie, gdzie jesteśmy, co robimy i co dzieje się w naszym życiu.

Orient Lines była spółką zależną Norwegian Cruise Lines. Który w tym czasie był daleko na słupku totemowym grupy z Malezji.

https://en.wikipedia.org/wiki/Norwegian_Cruise_Line

Orient był małą firmą. Mogłem swobodnie iść korytarzem do biura dyrektora ds. Obsługi pasażerów, jeśli chciałem. To było „domowe” miejsce. Jedna wielka rodzina.

Potem przyszedł 11 września.

Decyzje zapadały z góry.

Biuro zamknięte. Niektórzy pracownicy dostali złoty uścisk dłoni. Inni, pracownicy call center, zostali powołani do pracy z domu. Pozostali mieli dojeżdżać do NCL w Miami.

Moja podróż do piętnastu minut potrwa godzinę. W szalonym ruchu ulicznym. Poprosiłem o Złoty Uścisk Dłoni i odmówiono mi.

To było Miami lub brak pracy.

Mój przełożony odszedł.

Pojechałem do Miami.

Próba ognia.

Bez wskazówek i nadzoru byłem odpowiedzialny za ekwipunek dla dwóch statków Orientu. Biuro dyrektora ds. Obsługi pasażerów w korytarzu stanowi teraz tylko wspomnienie.

Mały sekret tutaj. Linie rejsowe również są zbyt popularne. Tak jak linie lotnicze. Robią to w formie gwarancji.

W wyższych kategoriach byłoby kilka kabin. Ale będą „gwarantować” w niższej kategorii. Na przykład kategoria D.

Oznacza to, że będziesz mieć kabinę. Kategoria D lub lepsza. Nigdy nie opuszczaj.

Nadchodzi pora, kiedy dokumenty rejsowe muszą wyjść, te gwarancje należy przypisać do kabin.

Usiadłbym Pierwszymi, którzy zostaną bezpłatnie zmodernizowani, byli byli pasażerowie. Lojalni zwolennicy. I oczywiście każdy zarząd był winien przysługę lub chciał ją faworyzować.

Dalej będą najstarsze rezerwacje.

Ale gwarancje to niebezpieczna gra. W pewnym momencie musisz zamknąć statek do sprzedaży.

Niedoświadczony i przytłoczony nie czułem wystarczająco blisko Marco Polo.

Wyprzedało się.

Na Zielonej Ziemi Boga nie było mowy, żebym wyczyścił żeglowanie.

Mój wspaniały asystent podszedł do pasażerów. Błagała, namawiała, oferowała inne rejsy, rozdawała pieniądze.

Mimo to problem pozostał.

Marco Polo, z powodów, których nigdy nie rozumiałem, cieszyło się ogromną lojalnością. Pasażerowie chcieliby tej samej kabiny, zapytaj, kim będzie steward, kapitan, dyrektor ds. Rejsów odpowiedzialny za rozrywkę.

Niosła 850 pasażerów. Ale, aby pogłębić moje problemy, podczas jej rejsów po obszarze traktatu antarktycznego, ograniczyliśmy ją do 400–450 pasażerów.

https://en.wikipedia.org/wiki/MS_Marco_Polo

Przez dwa tygodnie nie spałem i jadłem bardzo mało. Zakończyło się to niezadowolonymi pasażerami i dużą ilością pieniędzy wydanych na ich uspokojenie.

Pływałem w rejsie rekinów, bez pasa ratunkowego, z dala od strefy komfortu i ponad głową.

Trudna lekcja, ale docenię ją w nadchodzących dniach.

Norweskie linie wycieczkowe są duże. Byłem malutkim trybikiem w ogromnej maszynie.

Dzieliłem przestrzeń roboczą z dwiema kobietami z NCL. Po pierwsze, kiedy przyjechała rano, powiesiłaby kurtkę, odłożyła torebkę i włączyła radio.

Na rapie.

Nic nie mogłem zrobić. Radia były dozwolone. Nikt inny nie przejmował się. Byłem nowym sierotą na bloku.

Mam mały odtwarzacz CD i parę dobrych słuchawek. Beethoven, Schubert, Verdi i tym podobne stały się moimi codziennymi towarzyszami.

Nieliczni ludzie, którzy również przybyli z Orientu, nie należeli do mojego „plemienia”. Nie było z kim rozmawiać. Bez ramienia, by płakać. Nikt nie podziela moich problemów.

Bez poczucia „rodziny”.

Czułem się nieistotny. Byłem nieistotny.

Moim nowym przełożonym była miła młoda kobieta, która, jak sądzę, nie miała pojęcia, co robię. Nawet gdybym zapytał, czego nie zrobiłem, nie wiedziałaby, jak pomóc.

Desperacko nieszczęśliwy, pracowałem. I miałem nadzieję. I modliłem się. Mały ptaszek napisał na Twitterze piosenkę o uwolnieniu i możliwościach.

Pewnego dnia nadeszła rozmowa.

„Rozpoczynamy nową linię rejsową. Czy jesteś zainteresowany?"

To proste zdanie otworzyło drzwi do najbardziej ekscytującej i przyjemnej pracy w moim życiu.

Był rok 2002. Firma -

Linie wycieczkowe Oceanii

https://en.wikipedia.org/wiki/Oceania_Cruises

Byliśmy szkieletową ekipą w biurze w dniu otwarcia drzwi w styczniu 2003 roku i włączenia telefonów. Zarządzanie, rachunkowość, dokumentacja, podstawy.

W call center? Pięć z nas.

Niemożliwe jest opisanie podekscytowania i oczekiwania na telefon po raz pierwszy. Pomyśl o nerwowym śmiechu i spoconych dłoniach oraz o przechodzeniu z boku na bok. Głupie uwagi latają. Chciałbym pamiętać, kto z nas był szczęściarzem.

Wróciłem z rodziną! Moje dawne plemię z Orientu. Kilku przybyszów. A Oceania była na tyle mała, że ​​ci, których nie znałeś, wkrótce też zostali rodziną.

Mieliśmy jeden statek.

Regaty

Kupiony w Renaissance Cruise Lines, które również nie przetrwały 11 września.

Czterech z nas wysłano do Marsylii, aby się z nią zapoznać.

Była w mokrym doku pod osłoną. Jedliśmy z załogą i przez resztę czasu, z notatnikiem w ręku pełzłem po całym statku.

· Kabiny. Ile z balkonem? Ile apartamentów? Ile z iluminatorami?

· Domki dla osób niepełnosprawnych. Czy prysznice mają szyny? Czy wózek inwalidzki pasuje? Czy toalety są wystarczająco wysokie?

· Basen. Jak głęboko? Ile kroków trzeba się dostać?

· Salon piękności. Ile stanowisk do prania i suszenia?

· Ile łodzi ratunkowych?

Napisałem „instrukcję”, która stała się linią ratunkową call center we wczesnych dniach.

Biuro żyło. Fale energii falowały w powietrzu. Chodzenie było niemożliwe. Skakałem gdziekolwiek poszedłem. Wysokie obcasy i tak dalej.

Mieliśmy tylko jeden cel. Wypełnij ten statek i uczyń Oceanię najlepszym nowym dzieckiem na bloku.

Mieliśmy szczególnie dobry tydzień, kiedy wszedł nasz CEO z pięścią pełną rachunków w ręku i dał każdemu z nas rachunek w wysokości 100,00 USD.

O tak, to były dni.

Chciałbym mieć lepsze słownictwo, aby opisać radość z pracy w tym miejscu. Nie mogłem się doczekać, aby rano iść do pracy. To było naprawdę niesamowite.

Potem przyszedł czas, kiedy Regaty odbyły dziewiczy rejs. Pamiętam, jak siedziałem przy biurku i znikąd pojawiła się myśl -

„A co z dokumentami rejsowymi?”

Nie byliśmy skomputeryzowani!

Wydrukowaliśmy je i stanęliśmy przed zadaniem wysłania ich pocztą.

Zgięte kolana i skromne żebranie sprawiły, że falcerka z działu sztuki. Które udało nam się zniszczyć w ciągu pierwszych 100 od złożenia. Biedna mała maszyna nigdy nie była przeznaczona do ciężkich zadań.

Zdesperowane środki wymagają pracy zespołowej.

Ręcznie złożyliśmy dokumenty na pierwszy rejs. Wyjąłem ich. Odzyskali je z powrotem.

W samą porę.

Oceania rosła. Opuściłem Call Center i wróciłem do mojej ukochanej żonglerki kabinami i nie tylko. Miałem zwyczaj rozmawiać ze sobą i pewnego ranka, kiedy udało mi się oczyścić wyjątkowo lepką żeglugę, usiadłem i powiedziałem -

„Jestem tak sprytny, że nie mogę tego znieść!”

Ktoś poklepał mnie po ramieniu.

Odwróciłem się i zobaczyłem stojącego tam dyrektora finansowego z szerokim uśmiechem.

„Pomyślałem, że lepiej cię poklepać po plecach, bo prawdopodobnie nie możesz tam dotrzeć”.

To było takie miejsce. Ciężko pracowaliśmy. Mieliśmy problemy. Rozwiązaliśmy je. Zaprzyjaźniliśmy się. Zaopiekowaliśmy się sobą. Dobrze się bawiliśmy.

Był tam mój Orient Mentor, który zaoferował mi pracę w Oceanii, kiedy siedziałem w worku i popiołach w NCL. Kiedy jej potrzebowałem, jej drzwi były otwarte.

Opuściłem Ocean z ciężkim sercem, kiedy wyjechałem z Florydy. Pozostałem w kontakcie z kilkoma kolegami z tamtych lat. Nie rozmawiamy dużo ani często. Ale łączy nas więź.

Start-up, którym była Oceania.

Ta historia została opublikowana w The Startup, największej publikacji na temat przedsiębiorczości na średnim poziomie, a następnie +445,678 osób.

Zapisz się, aby otrzymywać nasze najlepsze historie tutaj.