Latina podróżująca przez Amerykę Łacińską

(Kto urodził się i wychował w USA)

Amerykanie myślą, że jestem Kostaryką. Kostarykanie myślą, że jestem Hindusem. Hindusi myślą, że jestem Pendżabem.

Wszyscy są zaskoczeni, że mówię po angielsku. To cud dla wszystkich, że mogę rozmawiać.

Kiedy podchodzą do mnie Amerykanie rozmawiając łamanym hiszpańskim, pozwalam im na kilka minut.

Kiedy ktoś pyta mnie, jak nauczyłem się angielskiego, moja standardowa odpowiedź brzmi: „Biggie i Tupac”.

Ludzie wciąż pytają mnie, czy czuję się tutaj bardziej „jak w domu”, jak gdyby wszyscy nie-biali Amerykanie odczuwali bolącą duszę tęsknotę za powrotem do jakiegoś kraju-matki.

USA to mój kraj macierzysty. Chcę Taco Bell. Chcę chemikaliów, tak jak każdy prawdziwy Amerykanin. Chcę Starbucks. Jestem podstawową suką.

I dumny.

Czy powinienem być z tego dumny? Prawdopodobnie nie, ale nie mogę też pochwalić się tym krajem tylko dlatego, że urodziła się tutaj moja babcia i prababka.

Nie mieszkałem w górniczym mieście w górach. Nie byłem tym, który jako pierwszy polizał lody jako nastolatek. Nie musiałem całymi dniami jechać pociągiem, żeby zobaczyć ocean.

Dorastałem z szybkim Internetem, strzelaninami szkolnymi, epidemiami otyłości i opioidów.

Jestem z miejsca, w którym próbują cię wyleczyć ze wstydu i winy, gdzie jeśli zrobisz to, co zalecają lekarze, jakoś się rozchorujesz.

Jestem ze Stanów Zjednoczonych. Też jestem tylko turystą.

Po prostu jestem brązowy.

Miejscowi mężczyźni flirtują z blondynkami bardziej niż ze mną. Cudzoziemcy flirtują ze mną, myśląc, że jestem miejscowym.

Prawda ich rozczarowuje.

Kiedy już skończyli flirtować z miejscowymi, zagraniczni turyści łączą się ze sobą.

W łazience hostelu na plaży.

Mogę zamówić po hiszpańsku i znać kurs wymiany. To czyni mnie ekspertem Kostaryki w oczach wielu osób.

Wiele białych kobiet musiałem zabijać robale i pająki.

I biali mężczyźni.

Białe kobiety nie wierzą mi, kiedy mówię im, że istnieje uprzedzenie do jasnej skóry, nawet w tym kraju. Mówią mi, że mam pozytywne nastawienie.

Mężczyźni, którzy ze mną flirtują, uważają za komplement powiedzieć, że nawet jeśli wolą bardziej „amerykańskie” kobiety, to wciąż mnie lubią. Nie rozumieją, dlaczego nie uważam tego za pochlebne.

Hostele wymagają wpłaty, jeśli myślą, że jestem lokalny, ale nie widzą, kiedy zobaczą mój paszport.

Muszę wyjaśnić, że masło orzechowe kosztuje więcej, ponieważ jest importowane. Zamiast tego polecam jeść lokalne sery i owoce. „Myślałem, że będzie tu taniej!” - mówi każdy odwiedzający.

„Myślałem, że łatwiej tu będzie znaleźć pracę!” - mówią turyści, którzy zostają dłużej. „Chciałem znaleźć pracę w nauczaniu angielskiego, ale tutaj uczą się tego w szkole”.

Najwyraźniej szkoły w innych krajach uczą języków i mają własne gospodarki.

Jestem ze Stanów Zjednoczonych, powtarzam w kółko.

Nikt mi nie wierzy.

„Ale skąd są twoi rodzice?” Pytają. Próbują mnie zaskoczyć.

„Moi rodzice też urodzili się w Stanach Zjednoczonych”.

Piszę książki.