1 lekcja życia profesjonalnego sportowca z przygody żeglarskiej w powolnej podróży

I na marginesie: dowiesz się także o przejściach i nauczeniu się, jak rzucić kobietę (lub żaglówkę), którą nadal kochasz

Sól i deszczówka uderzyły mi w twarz. Żaglówka o długości 39 stóp zatoczyła się, a ja oparłem się boso o kłonice, gdy ciemny karaibski ocean tańczył z pokładem, łaskocząc końce stóp. Właśnie w tych świadomych chwilach strachu, czci i przygody pomagasz wiedzieć, że jesteś nad głową.

Jeśli wypadnę, jestem martwy.

Frez z włókna szklanego kołysał się i uderzył w następną falę, rozpylając tafle wody na ambonie dziobowej i zejściu. Uderzyła mnie fala terroru, ale ten rodzaj paniki nie był dla mnie niczym nowym. To samo czułem, kiedy opuszczałem grę w koszykówkę, tyle że teraz siedziałem na brzegu oceanu, wiedząc, że popełniłem błąd, no cóż, złe wieści.

Podniosłem wzrok. Żagle trzepotały. Nie. Zgubiłem linię. Ciężko szarpnąłem kierownicą, aby wrócić na kurs, ale straciłem równowagę. Poślizgnąłem się i potoczyłem w stronę ciemnego morza.

Osiągnąłem. Nic. Tylko powietrze. Moja głowa weszła pierwsza, gdy moje ciało złożyło się na poręczy. Teraz nic mnie nie powstrzymało. Wyszarpnąłem szeroko ramiona, gdy moja twarz pogrążyła się w mokrej ciemności. To koniec, pomyślałem, sięgając po coś, co powstrzymałoby mój upadek.

Zdjęcie Geran de Klerk na Unsplash

Jak na ironię, „Lady Slipper” przyprowadziła mnie do domu. Przejścia są trudne, ale po 20 latach college'u i profesjonalnej koszykówki wiedziałem, że mogę stać się kimś innym. Coś bardziej kreatywnego niż właściciel. Moje żeglarskie i powolne podróże ponownie sprawiły, że skupiłem się ponownie, co z kolei nadało mojemu życiu sens.

Dlaczego?

Ponieważ nauczyłem się nie bać śmierci. Ani zawstydzenia. Aby moje orzechy zwisały jak goryl i szukają pierwszego banana.

W noc, kiedy upadłem, pamiętam, że się bałem. Byłem zupełnie sam na środku oceanu. Zastanawiałem się, w co, do cholery, się wpakowałem. Szara deska z drewna strzelniczego i barierka ochronna były jedyną rzeczą, która powstrzymywała mnie od utonięcia w nocy lub od pożarcia rekinów żądności krwi.

Podróżowanie z lekkomyślnym porzuceniem (całkowicie poza strefę komfortu) powoduje, że myślisz o tym, co nadaje ci sens. Prawdziwe pytania i dyskomfort mogą zmusić cię do zastanowienia się, czym chcesz być w swoim życiu, kiedy skończysz, kiedy twoje kości i kurz zostaną wrzucone do urny lub trumny w ziemi.

Powolne podróżowanie po krystalicznie niebieskiej wodzie zmieniło moje spojrzenie na świat. Widząc latającą rybę rozpylającą neonowopomarańczowy wschód słońca, delfiny przeskakujące nad amboną dziobową lub samotne jaskółki lądujące na kompasie bez widocznej ziemi sprawiły, że się uśmiechnąłem.

Prostota jest kluczem do dobrego życia.

Drobiazgi w zgiełku miejskiego życia nie były pełne szacunku, puste twarze patrzyły na telefony, a Amerykanie odwracali uwagę, by zastąpić to, czego naprawdę potrzebowały ich dusze.

Musiałem nauczyć się, jak przestać czekać na przyszłość i żyć w teraźniejszości.

Słowa kapitana wciąż były ze mną: „Jeśli spadniesz z łodzi w nocy, nie żyjesz. Nie przyjdziemy cię szukać ”.

A kiedy wylądowaliśmy w San Pedro Sula (która była światową stolicą morderstw), nie było odwrotu. Następnie naprawiałem łódkę, potem płynąłem łódką i wreszcie się bałem. Mieliśmy 300 mil, aż dotarliśmy do celu w Meksyku.

Trzej starzejący się mężczyźni, jedna stara łódź i tylko jeden cel - pozostać przy życiu.

Zanim wyszedłem, miałem wizję szczęścia i ekstazy, poszukiwań i śmiechu, młodości ze słońcem, ale zamiast tego chwyciłem drewniane koło, gdy 25 węzłów karaibskich Easterlies przemknęło przez kokpit paląc moje oczy i przerażając orzechy goryla prosto ze mnie.

Wtedy spojrzałem w górę, zobaczyłem żagle i zbyt mocno szarpnąłem koło.

Gdy tylko moje stopy zaczęły się przewracać, moje ramię zaczepiło się o drut. Moje palce u nóg napięły się w piaszczystej talii i zwinęły się we własnym pędzie. Sól płonęła, gdy moja głowa wyszła z wody, a potem czekałem, zbierając siły, gdy ciemna otchłań wody mijała mnie. Na chwilę czas się zatrzymał. Była stała, Matkę Naturę - jej niebo, wiatr, nieskończoną ciemną masę, jej czarną wodę - czy naprawdę ją to obchodziło, czy wpadłem?

Czy ktoś naprawdę to obchodziło?

Czy mnie to obchodziło?

Moi współlokatorzy, Paul i Andy, nadal spali w kabinach, odpoczywając przed kolejną strażą. Łódź powoli obraca się z powrotem na wiatr, a jej żagle biją gwałtownie. Odwróciłem się do steru kokpitu, a deszcz wciąż rozpryskiwał się na pokładzie. Czekałem i oddychałem. Potem zaczekałem i zaczerpnąłem trochę powietrza, czując, jak adrenalina i krew biją i mieszają się we mnie jak podtlenek azotu.

Potem poczułam na twarzy uśmiech. Mój kurs miał rację. Byłam żywa. Zależało mi na tym i nadal kierowałem się na północ.

Sześć miesięcy przed naszym wyjazdem zadzwonił mój kuzyn Andy, kapitan.

„Sprzedam ci go za dolara” - powiedział Andy, a jego chrapliwy głos dobiegał z linii What ’App z Austrii. „I nauczę cię wszystkiego, co mogę w ciągu miesiąca. Pomóżcie sobie zacząć, ale stamtąd jesteście sami. Na pewno chcesz to zrobić? Mów poważnie. ”

"Czekaj, co? Mówisz poważnie? Tak jestem poważny."

„Czy chorujesz na chorobę morską?”

„Nie, nie sądzę.

„Czy żeglowałeś kiedyś dłużej niż jeden dzień?”

"Więc nie. To znaczy, nie wiem czy dostanę choroby morskiej. Nic mi nie będzie."

„Powinieneś zacząć żeglować tak szybko, jak to możliwe. Choroba morska nie jest dobra dla kogoś, kto chce płynąć ”.

"Sprawdzę to. Dziękuję Andy. Dziękuję bardzo."

Odłożyłem słuchawkę i zadzwoniłem do Paula i April. Byłem taki szczęśliwy. Musiałem wyjść. Znaleźć coś Być innym. Zagubić się. Zgubić się. Odpuścić sobie. Wiedziałem, że muszę jechać powoli. Zamierzałem zrobić coś, czego nikt nie sądził, że mógłbym zrobić. Przypomniało mi to jedno z moich ulubionych cytatów.

„Wszystko, czego chcesz, znajduje się po drugiej stronie strachu.” - Jack Canfield

Kobieta, którą kochałem, „Lady Slipper”, odeszła na zawsze. Siedzi w lagunie przy Isla Mujeres, wyspie niedaleko Cancun w Meksyku. Była moją mobilną rezydencją przez pięć miesięcy - z Gwatemali, Belize i Meksyku - i dzisiaj ją opuszczam, sprzedając ją człowiekowi o imieniu Roberto, miejscowemu człowiekowi, który potrzebuje domu.

Ale jaki jest sens tej historii?

Naprawdę nie wiem. Może to dla ciebie, ta osoba czeka na zrobienie czegoś, co cię przeraża. Może to dla osoby w okresie przejściowym, która uczy się, jak się stać. Nie zawsze możesz uczyć się życia. Nie zawsze możesz się doczekać. Aby rosnąć, musisz zdobyć naszą strefę komfortu.

I tak właśnie zrobiła Lady Slipper, sprawiła, że ​​dorastałem na setki małych sposobów.

Zawsze będę pamiętać, czego nauczyła mnie Lady Slipper. Zawsze będę pamiętać podróżowanie na otwartej wodzie, przebywanie z przyrodą, łamanie chleba i dzielenie się historiami z przyjaciółmi i obcokrajowcami z różnych kultur w jej kuchni. Mówiła do mnie w sposób, jakiego żaden człowiek nigdy nie miał.

Byłem tylko drobną plamą istnienia w nieskończonym świecie, świadkiem najpotężniejszego środka przeciwdepresyjnego, jaki wszechświat ma do zaoferowania - życia wolnego i samowystarczalnego z natury. Puściłem moje stare ja z tobą, ponieważ nauczyłeś mnie, że ci z nas, którzy z odwagą stawiają czoła naszej śmierci i czasowi na Ziemi, będą żyć za darmo.

Jak mówi Rumi: „Nie jesteś kroplą w oceanie. Jesteś całym oceanem w kropli.

Nigdy cię nie zapomnę Lady Slipper. Twoje mocne kości. Twój miękki uścisk. Twój nieszczelny dach. Twoje rockowe pożegnania. Dziękuję Ci. Zmieniłeś mnie na zawsze, ale teraz cię opuszczam, bo nie mogę dać z siebie wszystkiego.

A jeśli nie możesz dać z siebie wszystkiego, powinieneś zrezygnować.