Ciężkie czasy na Altiplano

Motocykle, depresja i kompletnie nieudana próba przekroczenia wysokich równin Chile.

Kiedyś bardzo się smuciłem. Nadal tak robię, ale kiedyś też.

Kiedy czasy bardzo się pogorszyły, tak jak wielu, fantazjowałem o zakończeniu własnego życia. Po latach flirtowania z tego rodzaju myślami logiczna część mojego mózgu miała chwilę żarówek.

„Hej Didier, jeśli nie obchodzi cię, czy żyjesz, czy umierasz, dlaczego nie kupisz tylko motocykla?”

I tak się zaczęło.

Teraz, gdy czasy się pogorszyły, nie leżałem w pozycji śpiączkowej na kanapie przez wiele godzin, dni. Czekałem do czwartej rano, włożyłem skórzaną kurtkę i ruszyłem pustymi kalifornijskimi autostradami.

W ciemności nocy jedyną rzeczywistością jest mały, oświetlony stożkiem asfalt i beton śmigający z prędkością, jakiej człowiek nigdy nie miał osiągnąć. Wątpisz w jego prawdziwość? Złap stopę i umyj ją. Na każdym rogu Śmierć szepcze flirtująco, drwiąco z betonowych barier.

„A teraz, cipka? Chcesz do mnie dołączyć?

„Nie teraz, śmierć; Jestem na zakręcie ”.

„Fantazjowałeś o tym od lat. Po prostu pchnij lewą kierownicę o milimetr dalej i zobacz, jak to jest. ”

„Może następny róg, Śmierć. Mam to. ”

I tak trwało.

Po setkach, tysiącach zakrętów, niektóre wykonane z precyzją, niektóre z błędnie ocenionymi wejściami, wymagającymi szybkich manewrów, aby uniknąć otwartego uzbrojenia Śmierci, w końcu zdałem sobie sprawę - nie chcę umrzeć. Gdybym to zrobił, byłbym już martwy.

I tak się poprawiło. Minęło dużo czasu, odkąd musiałem zrobić jeden z tych porannych biegów i zaczęły znikać z mojej pamięci - dopóki wydarzenia z tego tygodnia w Chile nie przywróciły ich do życia.

Głos Alexa słychać przez domofon. „Ludzie, moje sprzęgło znowu się ślizga!”

„Odrzuć to Alex, tydzień temu właśnie dostałeś nowe sprzęgło”.

„Mówię poważnie, spróbuj!”

Cała nasza trójka jedzie wokół Ariki, bezskutecznie próbując znaleźć jerrycany odpowiednie na sześćset kilometrową wyprawę motocyklem przez pustynię. Alex i ja wymieniamy rowery i nie jestem w stanie odtworzyć jego problemu ze sprzęgłem - ale w odległości 50 metrów od wymiany udało mu się przebić moją tylną oponę. No i się zaczyna.

Rower trafia do lokalnego vulcanizadora. Nie jest chętny do pomocy, a ja sam zsiadam z koła, podczas gdy Tybet i Alex wędrują po okolicy w poszukiwaniu bidones para la gasolina. Vulcanizador brutalnie usuwa oponę z felgi za pomocą żelazka do opon przeznaczonego do samochodów ciężarowych. „To trochę trudne”, myślę sobie. „Mam nadzieję, że nie uszkodzi opony”.

Inni faceci wymyślają rozwiązanie paliwowe - łączą razem cztery litrowe butelki oleju silnikowego Mobil-1 i przypinają je do motocykli - po szesnaście litrów. Dzielimy się z miejscowymi dowcipami na temat zbliżającej się kremacji. Następnego dnia sprzęgło Alexa jest znowu naprawione i przestaje narzekać, więc pakujemy się i zostawiamy Aricę w góry.

Roboty drogowe między Aricą i Putre powodują, że główna droga jest zamknięta na kilka godzin, więc podążamy alternatywną trasą przez góry polecaną nam przez niektórych mieszkańców, których spotkaliśmy na stacji benzynowej. Wkrótce jesteśmy w górskim miasteczku Putre, ostatnim posterunku cywilizacji przed opuszczonym chilijskim Altiplano. Uzupełniamy benzynę w restauracji i wyruszyliśmy w błoto na wysokości 4200 metrów.

Ominięcie drogi prowadzi przez małą żwirową drogę w Atacama.

Altiplano jest trudne. Słońce może cię spalić w ciągu kilku minut w ciągu dnia, ale w nocy powietrze schodzi do -15 stopni Celsjusza (przed chłodem wiatru). Aktywność wulkaniczna na tym obszarze spowodowała, że ​​gorące parki rozsiane są po parkach narodowych, dlatego postanawiamy spędzić noc obok jednego z nich zamiast umierać z hipotermii. Poczyniono znakomite postępy, zanim moja tylna opona znów się zepsuła - zawór został zerwany.

Zdejmowane sakwy, rower wyważony na stosie kamieni, zdjęte koło, wymieniona rura. Koło jest ponownie zamontowane, sakwy włączone i wracamy na drogę! Przejedź kolejne 30 km, a tył znów będzie płaski. Rozrywa się pod presją - sprzedana przez nas tuba to absolutny śmieć.

Przynajmniej sceneria jest ładna.

Sakwy zdjęte, rower wyważony na stosie kamieni, zdjęte koło, dętka wymieniona ponownie. Przywieźliśmy tylko dwie części zamienne z tyłu - mając bardzo mało mieszkań, wydawało się, że jest to dużo. Słońce zaczyna zachodzić i żale szybko wtaczają się z zimna. Temperatura spada poniżej zera, a gumowa opona twardnieje, tracąc swoją ciągliwość. Zginamy oba stalowe żelazka do opon, mocując oponę z powrotem na obręczy, zanim odkryliśmy, że uszczypnęliśmy ostatnią rurkę. Słowa nie mogą opisać nędzy tego momentu.

Odmontuj oponę, załóż rurkę, zamontuj oponę za pomocą kakafonii przekleństw. Koło jest ponownie zamontowane, sakwy włączone i znów ruszamy. Z powrotem w czerni nocy, ale zamiast asfaltu pod kołami jest luźny żwir, a ulubionym miejscem śmierci jest szybko zamarzające przejście rzeki zamiast betonowych barier. Wreszcie trzech zamrożonych poszukiwaczy przygód przybywa do Termas de Chiriguaya i kładzie się w małej kamiennej chatce otaczającej 46-stopniowe gorące źródło. Odbicie emocji!

Nie ma to jak kąpiel o temperaturze 46 stopni i kilka makaroników, które podniosą nastrój.

Następny dzień zaczyna się od radości. Myjemy naczynia w rozgrzanym wulkanicznie strumieniu, biegamy wokół, robiąc zdjęcia i pakując rowery, z niecierpliwością czekając na dzień przygody. Wjeżdżamy w drogę, a emocje trwają około czterech kilometrów.

„Hej Tybet”, pytam przez domofon. „Czy możesz spojrzeć na moją tylną oponę?”

„Ty, Didier, masz mieszkanie”.

Modlimy się, aby nie był to zawór, a nasze modlitwy są wysłuchane - zwykłe, łatane mieszkanie. Pół godziny pracy w gorącym słońcu i rzadkim powietrzu, a trio powraca na drogę. Jednak trzydzieści kilometrów później nie mamy tyle szczęścia - zawór jest rozerwany, a rurka zniszczona.

I tak się pogarsza.

„Nie mogę znieść więcej”, mamroczę do Tybetu.

"Ja też nie."

To zaczyna się starzeć po czwartej próbie.

Każde mieszkanie powoduje co najmniej pół godziny pracy fizycznej w gorącym słońcu, zimnym powietrzu i kurzu oraz obala morale. Znajdujemy ostatnią rurkę, którą mamy z działającym zaworem, załatujemy ją, rozładowuję rower tak bardzo, jak to możliwe, i powoli kuleję, starając się unikać kamieni. Ten wyczyn okazuje się niemożliwy na szutrowej drodze, a wkrótce tył znów się opada. Morale drużynowe umiera, ale moje ma już sześć stóp pod ziemią. Oczywiste jest, że sama opona jest problemem, dla którego nie mamy rozwiązania.

W miarę upływu dnia w końcu tracę orientację, ile mieszkań się pojawiło. Dzień jest plamą niezwykle ostrożnej jazdy po żwirze, miażdżącego rozczarowania rozczarowania, ciężkiej pracy w jednocześnie gorącym i zimnym środowisku zubożonym w tlen oraz coraz bardziej desperackich działań.

Naszą ostatnią próbą rozwiązania tego problemu jest wypełnienie tubki „magiczną” miksturą pod ciśnieniem i jazda bardzo powoli. W promieniu jednego kilometra żwiru spłaszczonego rura znów jest płaska i utknęliśmy pośrodku opuszczonego Altiplano z szybko zbliżającym się zachodem słońca, martwym motocyklem i nie ma już sposobów, aby to naprawić.

Pierdolić.

Zrobiłem to selfie, aby uchwycić głębię mej nędzy.

Tybet i Alex wyruszają, by znaleźć pomoc, a ja sama popadam w depresję. W skręconym ruchu fortuny opona zniszczyła swoją ostatnią rurę zaledwie kilka kilometrów od stacji strażników parku, więc wracają w krótkim czasie wraz ze strażnikami i furgonetką. Chociaż przybycie jest wystarczająco wcześnie, abyśmy mogli wrócić na stację przed zachodem słońca, jest już za późno, aby zapobiec mojej spirali nienawiści do samego siebie. Wystarczy subtelny rasizm jednego z tropicieli, aby zatopić ostatnią kulę dnia w moim nastroju i szybko wracam do moich starych sposobów śpiączki śpiączkowej, fantazjując o zawieszeniu się z sufitu. Gdzie jest śmierć, kiedy go chcesz?

Tybet zrobił to zdjęcie. Byłem zbyt zajęty topieniem nędzy.

Depresja musi zostać złagodzona, aby zorganizować ucieczkę następnego dnia. Naprawdę jesteśmy w kijach. Najbliższe miasto, Colchane, jest oddalone o 80 km. Obaj strażnicy mają wymówki, dlaczego nie mogą tam prowadzić roweru - ciężarówka ma problem z osią, a furgonetka ma wyciek chłodnicy. Odrzucają rosnące oferty pieniędzy i proponują niezwykle nieprzydatne sugestie („Za cztery dni pojadę do Ariki, abym mógł cię przywieźć. Ale nie motocykl”.) W okolicy znajdują się dwie inne placówki cywilizacji - wyjątkowo pracowita kopalnia boraksu rozrywająca niegdyś piękną Salar de Surire i posterunek policji. Żadna grupa ludzi nie chce zrzucić z siebie drogi, aby pomóc nam wyjść z pustyni, zamiast tego oferując bardziej nieprzydatne sugestie („mogą rozwiązać Twój problem w Colchane, dlaczego po prostu tam nie jeździsz?”).

Rok temu odbyłem podobną podróż w Azji Południowo-Wschodniej na jeszcze bardziej zawodnym rowerze. Między mną a moim przyjacielem Josipem mieliśmy rowery w sześciu pickupach w ciągu sześciu tygodni i ani razu nikt nie odmówił nam pomocy, gdy byliśmy w potrzebie. Ogromna nienawiść do Chile zapładnia mi głowę, katalizowana przez wiedzę o tym, jak różne rzeczy są po drugiej stronie świata. W końcu wzrost rakowej nienawiści zostaje zatrzymany przez cud - późnym popołudniem, po wyczerpaniu wszystkich naszych opcji i pogodzeniu się z śmiercią przez ekspozycję na pustyni, pierwszy pojazd tego dnia zjeżdża z drogi. Turystyczna furgonetka, pełna Niemców, skierowała się z powrotem do Putre. Mają dla mnie miejsce, ale nie rower. Wchodzę do środka, Tybet i Alex podążają swoimi rowerami i pędzimy żwirową drogą z powrotem do cywilizacji. Poszkodowany motocykl został porzucony na pustyni, a jego negatywne uczucia zostały rozwiane obietnicami o naszym ostatecznym powrocie.

W Putre kierowca furgonetki turystycznej wykonuje kilka połączeń, a następnego dnia znalazłem się na miejscu pasażera furgonetki i wróciłem do rezerwatu przyrody. Mój kierowca - Alfonso - opuszcza najbliższe miasto - Arikę - o 6 rano, aby mnie odebrać, a my wracamy tam o 17:00 z rowerem. Jedenaście godzin jazdy samochodem - tyle dzieli nas od jakiejkolwiek dużej populacji ludzi. Tymczasem Tybet i Alex kupili nową oponę w Arice, a mechanik potwierdza nasze podejrzenie, że koralik poprzedniej opony został zastrzelony.

Mój ostatni widok na Salar de Surire, zanim Alfonso i ja schodzimy z powrotem na wybrzeże.

Opona wymieniona i zapasowe dętki uzupełnione, relaksujemy się, mając świadomość, że nic więcej nie może się nie udać, i że następnego dnia możemy łatwo dotrzeć do Boliwii. Nastroje zaczynają odbijać się od pizzy i kwaśnego pisco.

„Człowieku, to było ciężkie kilka dni, prawda?”

„Tak, cieszę się, że to koniec!”

„Płynne żeglowanie odtąd, chłopcy?”

„Nie martw się, haha!”

Następnego ranka wyskakujemy z łóżka i podekscytowani zaczynamy ładować rowery do ucieczki do granicy. Następnie dokonujemy odkrycia. Po 18 000 kilometrów nieprzerwanej bezpiecznej podróży z San Francisco do Chile, jedna z moich sakw, zawierająca wszystkie moje (wysoce wyspecjalizowane, bardzo drogie, ważne dla misji) wyposażenie kempingowe, została skradziona z „bezpiecznego” parkingu naszego hostelu.

Być może będę musiał ożywić bieg na autostradzie 4AM.

Gdyby tydzień minął inaczej, bylibyśmy bardziej zadowoleni z tych gorących źródeł. Są jednak nadal niezaprzeczalnie piękne.

Więcej historii podróży w ich trakcie można znaleźć na stronie https://www.facebook.com/thelongwayout/

Aby uzyskać więcej zdjęć ode mnie, śledź mnie na https://www.instagram.com/didiersmith/