Czarne rekiny i mniej znane guru z Bahamów

Zdjęcia i historia Jenie Skoy-Poelzing

Hinduski wielbiciel dzwoni dzwonkiem, aby obudzić nas o 5:30 rano na santsang: medytację i intonowanie. Poślizgnęłam się z namiotu do liści, aby dołączyć do moich nowych przyjaciół, gdzie gołębie gaworzą się, gdy siedzimy ze skrzyżowanymi nogami w Sivananda Yoga Retreat na Bahamach.

Sivananda Yoga Retreat

„Jaya Jaya Guru, Jaya Guru Dev”, intonuję starożytną mantrę, która ma pomóc mi znaleźć mojego guru. To, jak mi powiedziano, jest drogą do błogości, ale nie jestem tego taki pewien: kość ogonowa i plecy mnie zabijają, a nogi drętwieją. Moje ciało jest złamane. Znalezienie guru jest ostatnią rzeczą, o której myślę, chcę tylko poczuć się lepiej. To jest powód, dla którego przybyłem na Bahamy, by znaleźć uzdrowienie.

Nie wiedziałem, że wszechświat usłyszał mój słaby śpiew; rekrutując jakichś nieprawdopodobnych guru, którzy nauczą mnie tego, czego zwykła moralność nie może.

Ale aśram trwał zaledwie dwa dni; moje wakacje na Bahamach dopiero się zaczynały. Planowałem zostać w tym kraju przez trzy tygodnie, omijając stereotypowe miejsca: statki wycieczkowe z opalonymi ludźmi popijającymi rum w speedosach i tłustymi smażonymi krewetkami. Moi przyjaciele, Nathan i Wendy Tueller, sezonowi rybacy na Alasce, pływają każdej zimy na Bahamach i zapraszają mnie do życia na swoim katamaranie. W tym sezonie zostali skierowani na Jumentos Cay i poszarpane wyspy, przez dziewicze rafy koralowe i przeszłe odległe wyspy, na których żyły tylko dzikie kozy i jaszczurki; gdzie muszle konch leżały wybielone w stosach grubych jak kości na zadartym cmentarzu.

Wyobrażałem sobie, że dzikie Bahamy będą idealnym antidotum na moje znużenie życiem w mieście. Moje ciało było bałaganem pod każdym względem charakterystycznym dla naszej obsesyjnej na punkcie kultury: obolałej szyi, cieśni nadgarstka i uporczywego drętwienia nóg - prawdopodobnie z powodu kulenia się nad laptopem (byłem pisarzem, więc było to ryzykowne praca). Czułem się również wyjątkowo zapominalski i mglisty. Życie z urządzeniami elektronicznymi jest po prostu „nowoczesnym sposobem”, więc większość nie kwestionuje tego, co nam robi - z wyjątkiem być może naukowców zajmujących się społecznie określeniami takimi jak demencja cyfrowa, zdefiniowana jako stan, w którym młodzi ludzie wykazują dziwne objawy podobne do choroby Alzheimera z powodu korzystanie ze smartfona.

Po aśramie udałem się do Grand Exumas, aby zatrzymać się w ekologicznym kurorcie o nazwie Kevalli House, położonym na wzgórzu na Stocking Island, wyspie na kontynencie. Po wyszukiwaniu online miejsce wyglądało obiecująco: poza siecią, blisko plaży, zasilane energią słoneczną i zasilane deszczem.

Stocking Island

Stocking Island wystaje ze starożytnej fali. Tu dzieje się prawdziwa komunikacja: wiruje jak pyłek na wietrze i plankton na fali. Ryby zmieniają kolory, aby ukryć się przed drapieżnikami, a stworzenia owijają się wokół spiralnych kolców różowych koncha. Możesz wędrować wiele kilometrów wzdłuż kręgosłupa wysp, zbierając owoce z jadalnego drzewa Wild Dilly. Jest tu tak cicho, że usłyszysz własną krew pompującą twoje ciało, słyszalną jak fale oceanu.

Aby dostać się na Stocking Island, najpierw udaj się do Georgetown, krótkiej podróży samolotem z Nassau. Przyjeżdżam wieczorem i jestem głodny. Pozdrawia mnie Bob Cronin, właściciel Kevalli House, i idziemy do restauracji, w której miejscowi grają tradycyjną muzykę rake i shake na Bahamach. Tutaj gotują placuszki z koncha po wbiciu dziur w muszle konch, aby wydobyć śluzowate stworzenie, a następnie usmażyć na panierowane kulki, pyszne zanurzone w kremowym sosie. Georgetown wydaje się niewielka i jest mieszanką ciemnoskórych Bahamczyków i białych Amerykanów żyjących sezonowo na żaglówkach. Tutaj taksówkarze są spokrewnieni i można kupić kosze tkane z liści palmowych.

Bob opodatkuje mnie przez wodę do Kevalli House.

„Jest tu coś wyjątkowego w jakości wody; zobaczysz - mówi Bob. Jest miłośnikiem historii naturalnej, opowiada mi o ekologii wokół wyspy. Płyniemy przez zatokę, gdy nocne niebo zamienia wodę w czarny aksamit i mijamy zacienione żaglówki delikatnie kołyszące się jak widmowe łodzie z innego czasu. Delikatnie oświetlony przez odrobinę światła na chudych masztach, kołyszących się na fali.

Dojeżdżamy do brzegu Stocking Island, a Bob pokazuje mi mój pokój, wbudowany w ośmiokątną strukturę. Przypomina jeden grzebień w dużym ulu. Architekt tak to zaplanował.

„Za godzinę możesz iść ścieżką na wzgórze i obserwować wschód księżyca” - mówi Bob, wskazując kierunek. Ale jest ciemno i surowo, jak natura może być. Czuję się oszołomiony, bardziej jak podróżnik kosmiczny, który właśnie wylądował na innej planecie.

„Nie musisz tutaj zamykać drzwi, nikt tego nie robi. To jest bezpieczne. Po prostu zrelaksuj się - mówi Bob, a następnie zostawia mnie samego.

Ale nie mogę się zrelaksować. W mieście zamknąłem drzwi i użyłem wentylatora, aby stłumić hałas. Ale nie ma wentylatora i zamek w drzwiach nie działa. Czuję się nieswojo, pchając krzesło do drzwi, jakby nie pozwalało na to intruzowi. Wyczerpany, rozkładam łóżko i czołgam się do środka. Ale hałasy na zewnątrz mnie denerwują. Sądzę, że to po prostu jaszczurki biegnące po suchych liściach palmowych i powoli odpływają. Kiedyś w nocy budzę się, czując, że wszystko się zmieniło. Odnoszę wrażenie, że pływam, jakby dno wyspy nie było zwarte.

Spotkanie z moim pierwszym guru

Kiedy się budzę, mam ochotę sprawdzić Internet, ale opieram się. Wychodzę z pokoju i stoję w komorze wiatrowej, otoczonej trojakimi drzwiami. Dom oddycha; pełen prany, termin jogiczny oznaczający „prądy witalne lub siłę życiową”. Staję na skrzyżowaniu, śpiewając pod nosem „Jaya Guru”, zastanawiając się, w którą stronę pójść. Jedne drzwi prowadzą do zatoki usianej żaglówkami, a na drugiej leży dziki turkusowy ocean. Jestem otoczony oceanem. Oba są zaledwie kilka minut od Kevalli House. W zatoce Bob trzyma kajaki ze szklanym dnem, maski do nurkowania i płetwy - na co sobie pomagam. Zanurzam się w wodzie i zaglądam do Mystery Cave. Ryby unoszą się jak kolorowe odrobiny farby na czarnym płótnie. Jest też niebieska dziura, którą Bob mówi mi, że Jacques Cousteau zbadał i zbadał. Później Bob mówi mi, że pod jego posiadłością jest tunel przez Stocking Island. Fakt, który potwierdza moje odczucie poprzedniej nocy, bycia zawieszonym.

Idę ścieżką na dziką stronę, docierając do krawędzi wzgórza. Piasek faluje tak daleko, jak widzę, i biegnę na plażę. Piasek jest miękki jak glinka porcelanowa, a ocean to mój ulubiony kolor: zielony seledyn. Nie widzę nikogo innego. Moje plecy wciąż mnie zabijają przez te wszystkie miesiące, kiedy byłem przyczepiony jak pąkla do mojego laptopa, więc rozebrałem się do bikini. Czas być rybą.

Podczas pływania nie mogę oderwać wzroku od tego, co wygląda jak duże korale koralowe, a może skały pokryte glonami, wynurzające się w regionie pływowym - jak kopce rosnącego chleba. Miękkie w dotyku i tak żywe, czują się dziwnie inteligentne. Płynę blisko. Strumień oceanu jest musujący, jak napój gazowany. Srebrne latające ryby odbijają się, przebijając powierzchnię, a ja chichoczę jak mała dziewczynka, sięgając po coś zakopanego w piasku. Kiedy go wyciągam, jest to rozmiar mojego sacrum. Różowe żyły biegną przez coś, co wydaje się kością, tylko bardziej miękkie. Dociskam kamień do dolnej części pleców. Być może głupotą jest to sobie wyobrażać, ale zastanawiam się, czy ta skała może przekazać starożytną mądrość lub uzdrowienie.

Później Bob powiedział mi, że skały te są uważane za jeden z najstarszych żywych organizmów na świecie, zwany Stromatolitami, istniejący od 3,5 miliarda lat. Odwiedzam ich codziennie, a kiedy ocean myje się przez dziury wielkości dziur, słucham. To dźwięk starożytnej płodności. Wyobrażam sobie, że mówią: „Zwolnij; twoje ciało jest żywe i piękne. Szanuj to. Nie rób rzeczy, żeby to zepsuć. ”Brzmi dziwnie, ale wiedziałem, że ktoś lub coś usłyszało moje intonowanie i przyprowadziło mnie do mojego pierwszego guru: Stromatolites.

Te skały są starsze niż ci pierwsi jogini, którzy ogolili głowy i zakopali się w himalajskich jaskiniach lub wpadli w trans pod drzewami. Posłucham ich rad. Zaczynam zadanie spowalniania; rośnie w procesach menuetycznych, takich jak akrecja, tak powstają Stromatolity, gdy glony i bakterie zestalają piasek.

W mieście łamałem się, nie rosłem. Przesuwam się po komputerze i mam tendencję do walczących pomidorów, jakby nasze życie zależało od siebie. Ale tutaj, na Stocking Island, świat znów był dziki. Nadszedł czas, aby się obudzić, odkryć i być w ruchu.

Później tej nocy mój nieznośny laptop wciągnął mnie ponownie. Jedyny dostęp do połączenia bezprzewodowego był niezręcznie w pobliżu prywatnej werandy Boba.

Siedzę jak ćma, brzęcząc w sztucznym blasku komputera, podczas gdy przez całą nieskończoną noc chce mnie pochłonąć pierwotne jelita. Aby przypomnieć mi, jak to jest być znowu człowiekiem. „Robot dziewczyno, odłóż zabawki. Chodźcie zgubić się we mnie! ”Mówi. Zamykam więc laptopa i patrzę na Drogę Mleczną.

Ale nie mogłem potrząsnąć swędzeniem, żeby sprawdzić swoje urządzenia. Ponownie pochyliłem się nad laptopem i tak długo siedziałem - sprawdzając Facebooka, e-maila i znajomych ze Skype'a - że moje ciało pochwyciło jak silnik samochodu, o którym zapomniałeś wlać olej. Znów poczułem się stary, ale nie w mądry sposób Stromatolitów, ale w wymierającym sensie. Będąc w miejscu, w którym istniał tak wyraźny kontrast między światem wirtualnym i rzeczywistym, w końcu zacząłem rozumieć, jak żałosny byłem.

Guru # 2: Zielony Żółw

Jest drugi dzień na Stocking Island i para z Kanady, inni goście Boba, zapraszają mnie do karmienia żółwi. Wjeżdżamy do Crab Cay, a kierowca rzuca kotwicę za burtę, a sygnał dźwiękowy karmi żółwie. Wyciąga puszkę z kałamarnicą. Dwa, potem trzy zielone żółwie wiosłują w pobliżu, z grzbietami wielkości puszek do pizzy. Jeden wypływa na powierzchnię, łapiąc powietrze, a potem wiosłuje bliżej, gdzie moi nowi przyjaciele karmią go, zwisając z palców kałamarnicy. Sięgam do wody, a żółw uderza mnie ręką w głowę - ciekawy mojego srebrnego pierścionka. Podnosi głowę, by mnie zbadać, i za chwilę się tak samo zaskakujemy. Dyszę i odsuwam się, a on robi to samo, jego oczy są szeroko otwarte i przestraszone, gdy wraca do swojego wodnego domu.

W naturze spodziewałem się znaleźć stworzenia, które albo są mi obojętne, albo chcą mnie zjeść. Nie czułem ani od żółwia. Podzieliliśmy się czymś, co wydawało się dokładną emocją w tym samym czasie. Mój drugi guru? Tak.

Po dniach chodzenia i pływania powoli ból pleców ustępował, a kiedy ocean mnie zmył, czuję się piękna, żywa i cała, jak koralowiec lub muszla.

Czarny rekin

Wkrótce dołączę do moich przyjaciół na ich katamaranie. Typowe jest spotykać się z takimi rodzinami lub „krążownikami”. Moi przyjaciele, Tueller, kupili przejęty statek przemycający narkotyki o nazwie Whistling Cay, zmienili nazwę na The Water Lily, a teraz najbardziej niesmaczną rzeczą, która dzieje się na pokładzie, jest matematyka zadanie domowe (ponieważ, podobnie jak wiele rodzin, ten dom uczy swoich dzieci na łodzi). To tutaj znajduję mojego trzeciego guru, rekina z czarnymi końcami, pływającego nieco ponad 100 stóp dalej.

„W wodzie jest rekin” - powiedziałem spanikowany, gdy wyskoczyłem z oceanu, zaparowując maskę do nurkowania.

„Wyjdź z wody”, mój przyjaciel wykrzykuje z łodzi. „Ale nie wariuj!”

Dobrze!

Tak spokojnie i szybko, jak to możliwe, wiosłowałem z powrotem do łodzi, z sercem w gardle. Po pierwszym spotkaniu z rekinem, za każdym razem, gdy wskakiwałem do oceanu, aby nurkować, obracałem się o 360 stopni, obserwując drapieżników, a następnie wściekle kopałem płetwy i kierowałem się prosto na plażę. Jakiej lekcji nauczył mnie rekin? Aby zacząć się ruszać!

Przyznaję, żałuję, że potrzebowałem rekina, aby zmotywować mnie do poważnego ćwiczenia. Ale zawsze tak było ze mną. Lubię przygodę, a te, które tworzą przypływ endorfin są najlepsze. Poproś mnie, abym codziennie chodził do rogu, aby odebrać pocztę, a ja poczekam, aż się zatkam. Ale powiedz mi, żebym odebrał moją pocztę od jakiegoś faceta dzierżącego maczetę, który przybywa na coś w rodzaju wielbłąda, a ja chętnie tam pominę.

Moje życie na katamaranie było jak sen. Nieustanne kołysanie łodzi prosiło moje ciało o zmianę; aby za każdym razem dokonywać regulacji mięśni menuet. Nie zachorowałem na morze, ale po tygodniu, kiedy zszedłem z łodzi, by zwiedzić wyspę, poczułem zawroty głowy, jakbym był odwodniony. Moja przyjaciółka Wendy wyjaśniła. „Jesteś po prostu chory na ziemię” - powiedziała.

Ziemia chora? Potrafisz sobie wyobrazić Zastanawiam się, jak nazwałbyś kogoś, kto spędza tyle czasu w mieście, że zapomina, że ​​jest produktem natury. Dzicz chory? Czy wiemy nawet, ile tracimy, kiedy przestajemy chodzić w naturę? To takie przyrostowe. Ale nie możemy przyzwyczaić się do miejsc, w których mieszkamy. Jeśli chcemy pamiętać, że jesteśmy ludźmi, musimy znajdować się w miejscach takich jak dzikie odległe wyspy na Bahamach. W krainie żywych.

Na prawdziwych Bahamach traciłem kontakt z cywilizacją lub, co większość nazywa „prawdziwym światem”, i traciłem też poczucie czasu. Dzika przyroda, którą spotkałem po drodze, była niesamowita. Pewnego dnia zabraliśmy obskurną wyspę i legwany wybiegły nam na spotkanie. Pogłaszczę łuskowaty kręgosłup jednego grubego gada, który wyglądał jak mały kuzyn dinozaura. Facet zgiął plecy, a potem rozluźnił się, jakby mówił: „Ach, tak! Zadrapanie tam! ”Kiedy miał już dość, odwrócił ogon i prawie uderzył mnie w twarz.

Moje życie było proste, zakotwiczone w pobliżu wapiennej wyspy otoczonej piaszczystą białą zatoczką.

O zmroku wysadzilibyśmy muszlę koncha i patrzyliśmy, jak zachodzi słońce, żegnając innych żeglarzy. Unosiliśmy się nad niewidzialnymi promieniami żądła i rafami koralowymi z tryskającymi ogórkami morskimi i rzucającymi się rybami. Przed snem otwierałem okno włazu nad łóżkiem, aby obserwować nocne niebo. Został tam oprawiony odwrócony wielki wóz, jakby wylewał jeszcze więcej piękna

Ponieważ codziennie nurkowałem z rurką, widziałem więcej ryb niż ludzi: o zgrabnych ciałach i dużych, niewinnych oczach. To, że postrzegałem siebie jako małą rzecz w całym stworzeniu, głęboko mnie zmieniło. Ryba wydawała się akceptować mnie jako część stworzenia, kiedy razem pływaliśmy. Pewnego dnia po nurkowaniu z rurką poczułem ból na powiece. Po powrocie na łódkę, w łazience, sprawdziłem, czy coś jest jak chlew. Wpatrując się w lustro, miałem kryzys tożsamości. Moje oko wyglądało tak jak rybie oczy, które widziałem patrząc na mnie pod wodą - tyle że moje były ustawione przed moją twarzą, a nie po obu stronach. Zdezorientowany wycofałem się, by spojrzeć na całą moją formę i przypomnieć sobie swoje człowieczeństwo; upiorna, ale pokorna świadomość, że byłem lepszy lub gorszy niż jakiekolwiek inne stworzenie, które żyło i umarło.

Guru Mahi Mahi

Pod koniec mojej podróży przepłynęliśmy przez otwarte wody Trójkąta Bermudzkiego, wodnego i nieuchwytnego miejsca. Niebieski mit, w którym powstają legendy. Pewnego ranka, żeglując po ziemi niczyich, marzyłem o moim ojcu, który zmarł na raka ponad dziesięć lat temu. Wślizgnął się w nieznany wszechświat śmierci, równie tajemniczo, jak statki znikają bez śladu w Trójkącie Bermudzkim. Mój tata uwielbiał łowić ryby i uwielbiał przygodę. W moich snach był szczęśliwy i byliśmy blisko. Obudziłem się, wiedząc o nim w nowy sposób.

Niecałą godzinę później, wciąż śniąc, stałem na dziobie łodzi z wędką i zaczepiłem mojego ostatecznego guru: 40-funtowego Mahi Mahi. Ryba była opalizująca na zielono: nieziemski kawałek oceanu i tak żywy, że aż go złapałem. Podciągnąłem go siłą, o której zapomniałem. Ryba pozostanie na mojej linii, dopóki nie znajdzie się tuż przy dziobie. Spojrzałby na mnie - i niemal mrugnął okiem - zginając hak i odpływając, zanim zdołamy go zranić (zranić) i zabrać na pokład.

Chociaż moi przyjaciele byli przygnębieni utratą stworzenia, byłam potajemnie szczęśliwa, że ​​ryba wciąż jest wolna, i ominęłam to, co Nathan, współ-kapitan lilii wodnej, nazwał „wspaniałymi przypływami śmierci Mahi Mahi” - umieranie zmienia tę rybę kolory tęczy, zanim zmieni się w ostateczny kolor łupkowo-szary. Ale wystarczyło mi, że wyskakująca istota wypłynęła z jego wodnego świata - miejsca, w którym żyjący nie mogą żyć - po prostu przywitać się i przypomnieć mi, co to znaczy żyć szczęśliwym i wolnym.

Po prawie miesiącu życia w prawdziwym świecie - świecie naturalnym, niechętnie wróciłem do miasta.

Przyznam, że kiedy wróciłem do swojego mieszkania, byłem tak przytłoczony ruchem, billboardami i labiryntem centrów handlowych, że musiałem zaparkować samochód na poboczu drogi i płakać. Myślę, że dlatego, że wiedziałem, że znowu muszę być częścią kłamstwa. Kłamstwo „prawdziwego świata”. Ulżyło mi jednak, że moje mieszkanie stało wysoko, jak ptasie gniazdo, w otoczeniu kwitnących wiosennych drzew. Moja walizka była pełna muszli i naturalnych prezentów z Bahamów, ale najlepszym skarbem było to, że moje ciało i umysł znów poczuły się całe. Byłem zdeterminowany, aby bardziej unikać mojego telefonu komórkowego i pozwolić, aby „prawdziwy świat” pojawiał się tak często, jak to możliwe.

Zacząłem medytować każdego ranka pod winoroślami na moim podwórku i spędziłem więcej czasu wędrując po kanionach Utah, gubiąc się w naturze. Czy nauczyłem się lekcji mądrych guru: stromatolitów, żółwia zielonego, rekina z czarnymi końcówkami i Mahi Mahi? Czy zmienili mnie?

Tak. To brzmi tak. Jaya, Jaya Guru, Jaya Guru Dev!

Przez chwilę wiedziałem o tym: jedząc obiad z rodziną w domu. Znowu poczułem się związany z moimi bliskimi. Wszystko było tak żywe jak błękitne niebo Bahamów; płynny i żywy jak ocean.

A moje serce było idealne, jak łodzik wewnątrz perłowej piersi muszli. Czułem się jak niezbędna część mojej rodziny - i nieodłączna część stworzenia.